Dom Pogodnej Jesieni w Tuchowie, to jedna z placówek, która niestety padƂa ofiarą koronawirusa.
Pomimo stosowania się do wszelkich wytycznych Sanepidu, jak rĂłwnieĆŒ wprowadzenia
koszarowego trybu pracy, siostry zakonne (27) jak i mieszkaƄcy (10) musieli zmierzyć się z Covid
19. ZmarƂo dwóch pensjonariuszy. Wewnątrz Domu pracowaƂ zespóƂ, który zostaƂ okreƛlony jako
„zespóƂ nieprzypadkowych, wyjątkowych ludzi”, dlatego zapraszam do zapoznania się z
wypowiedziami, odczuciami i refleksjami niektĂłrych z nich.

BARBARA ROGOZIƃSKA– opiekunka w Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie
(pracowaƂa w trybie koszarowym w dniach 05.06.2020 r – 15.06.2020 r)
Podjęcie decyzji o wejƛciu w ognisko koronawirusa byƂo trudne..? DƂugo się nad tym zastanawiaƂaƛ?
Nie byƂo czasu na zastanawianie się, byƂ telefon od siostry dyrektor czy zgodzę się odbyć kwarantannę w Domu
Pogodnej Jesieni w trybie koszarowym wiec decyzja wedƂug mnie mogƂa być tylko jedna. Nie byƂa to decyzja na
pewno Ƃatwa, gdyĆŒ wrĂłciƂam co dopiero, moĆŒe godzinę wczeƛniej po czwartym dwunastogodzinnym dyĆŒurze a
do pracy trzeba byƂo wrĂłcić następnego dnia. Największym jednak zaskoczeniem byƂa informacja, ĆŒe taką
decyzję podjęƂa tylko jedna koleĆŒanka wiec nie bardzo wiedziaƂam jak ta praca będzie wyglądać.
Jak dƂugo pracujesz w Domu Pogodnej Jesieni?
W DPJ pracuję 10 lat.
WeszƂaƛ na „pierwszy rzut”, wszystko byƂo jedną wielką niewiadomą? Praca nie wyglądaƂa juĆŒ tak samo jak
wczeƛniej
.co się zmieniƂo, co byƂo najtrudniejsze?
Praca w trybie koszarowym nie byƂa dla mnie czymƛ nowym. W miesiącu kwietniu juĆŒ w taki sposĂłb
pracowaƂam. Jednak sytuacja obecnie byƂa o wiele trudniejsza ze względu na realnie istniejące zagroĆŒenie. W
samym sposobie pracy niewiele się zmieniƂo, trzeba byƂo wykonywać codzienne obowiązki tzn. toaleta, kąpiele,
podawanie posiƂkĂłw itd. Jednak doszedƂ stres związany z moĆŒliwoƛcią zaraĆŒenia tak i siebie, jak i mieszkaƄcĂłw,
dlatego odkaĆŒanie i ciągƂa dezynfekcja staƂy się priorytetem. Drugim problemem byƂa koniecznoƛć izolowania
mieszkaƄców w swoich pokojach, co dla większoƛci byƂo bardzo trudne do zaakceptowania. Nawet jednak
stosunkowo szybko pogodzili się z zaistniaƂą sytuacją. Prawie w kaĆŒdym pokoju jest telewizor więc to na pewno
byƂo pomocne w zorganizowaniu na pewien czas dnia. Dla mnie osobiƛcie i dla caƂego „ wspaniaƂego” zespoƂu z
którym pracowaƂam najtrudniejszy byƂ początek, gdy nie wiedziaƂyƛmy jak caƂe procedury zachowania
bezpieczeƄstwa mają wyglądać i wszystko zorganizowaƂyƛmy same tak jak wedƂug nas byƂo najrozsądniej.
Gorąco i koniecznoƛć noszenia odpowiedniej odzieĆŒy ochronnej dodawaƂo dodatkowego zmęczenia.
No wƂaƛnie, bĂłl, zmęczenie, tęsknota za najbliĆŒszymi – jak sobie z tym radziƂaƛ, co pomagaƂo w chwilach
zwątpienia?
Trudno mi dzisiaj mĂłwić o chwilach zwątpienia, raczej takich nie byƂo, wiedziaƂam, ĆŒe trzeba pracować i
wytrwać aĆŒ przyjdzie nowy zespóƂ i nas zmieni. W tym miejscu pragnę wspomnieć o dwĂłch koleĆŒankach, ktĂłre
nie mogƂy rozpocząć pracy razem ze mną i caƂym zespoƂem ze względu na zaistniaƂe procedury, ale zaraz po
wykonanych pierwszych testach i informacji, ĆŒe wynik mają ujemny zgƂosiƂy do siostry dyrektor chęć podjęcia
pracy. Po wyraĆŒeniu zgody przez sanepid zasiliƂy nasz zespóƂ, co byƂo dla nas ogromną pomocą. CaƂy zespóƂ byƂ i
jest im bardzo wdzięczny. Nie mogę teĆŒ nie wspomnieć o mojej rodzinie, ktĂłra bardzo mnie wspieraƂa,
dodawaƂa mi otuchy i wierzyƂa, ĆŒe dam radę, co byƂo dla mnie bardzo budujące.
WspóƂpraca z nowym „ mieszanym” zespoƂem byƂa trudna? jak wyglądaƂa organizacja dnia w nowej
rzeczywistoƛci?
Tak jak juĆŒ wczeƛniej mĂłwiƂam przez caƂy czas pracowaƂam ze wspaniaƂymi koleĆŒankami. ByƂy to osoby ƛwieckie
i siostry zakonne. Mimo, ĆŒe siostry, ktĂłre przyjeĆŒdĆŒaƂy jako wolontariuszki nie znaƂy pracy na oddziale,
doskonale sobie radziƂy w kaĆŒdej sytuacji i myƛlę, ĆŒe taka atmosfera w duĆŒym stopniu wpƂywaƂa budująco na
nas wszystkich. KaĆŒdy dzieƄ wƂaƛciwie wyglądaƂ tak samo. Zmiana nocna po porannej odprawie udawaƂa się na
odpoczynek. Nie trwaƂ on jednak dƂuĆŒej niĆŒ 2 -3 godziny. Trzeba byƂo bowiem pomĂłc koleĆŒankom przy
kąpielach, rozwoĆŒeniu i rozdawaniu posiƂkĂłw. DuĆŒo podopiecznych wymagaƂo pomocy przy karmieniu. Po
obiedzie ok. 14.30 – 15.00 koleĆŒanki, ktĂłre zostawaƂy na zmianie nocą szƂy się odƛwieĆŒyć i chwilę odpocząć i
wracaƂy znowu do pomocy przy kolacji i wieczornej toalecie. Tak pƂynąƂ dzieƄ za dniem. Zawsze wieczorem
staraƂyƛmy się znaleĆșć chwilę na wspĂłlną modlitwę. Tutaj wspomnę trochę ĆŒartem jak pewnego wieczoru
byƂyƛmy bardzo zmęczone a tu jeszcze modlitwa. WzięƂam rĂłĆŒaniec i pytam koleĆŒankę „ RĂłĆŒaniec czy Koronka?”
a ona „ dzisiaj Koronka, będzie krĂłcej”. To tak trochę humoru na koniec bo takie chwile teĆŒ byƂy. Na koniec
chciaƂam jeszcze skierować sƂowa szczerego podziękowania na ręce s. Pacyfiki dla wszystkich sióstr, które z
nami pracowaƂy. Przez caƂy czas naszej pracy koszarowej mogƂyƛmy na nie liczyć, przypominaƂy o wypoczynku,
dopytywaƂy o zdrowie i o wszelkie inne potrzeby. Bóg zapƂać.
Dziękuję serdecznie za rozmowę i ĆŒyczę spokojnej pracy w miarę „normalnych” warunkach.

S. M. TADEUSZA LIPIƃSKA CSSJ – pielęgniarka i wolontariuszka
(pracująca w trybie koszarowym w dniach 12.06.2020 r. – 02.07.2020 r.)
Koronawirus – od lutego tyle się o nim sƂyszaƂo, liczby mówiƂy same za siebie. Zgony, obostrzenia, co chwilę
media przekazywaƂy tragiczne informacje. Co siostra czuƂa oglądając to wszystko w telewizji
?
Z wielkim niepokojem ƛledziƂam sytuację we WƂoszech jak i innych paƄstwach. Jedna myƛl ciągle „koƂataƂa” mi
w sercu „ Jezu, chciaƂabym z nimi teraz być. Oni potrzebują pomocy, obecnoƛci” NiemoĆŒnoƛć sƂuĆŒenia
potrzebującym w tym czasie stawaƂa się przeogromnym bólem .
„W Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie są zaraĆŒeni na COVID 19” – po usƂyszeniu takiej informacji od razu
siostra wiedziaƂa, ĆŒe chce przyjechać i pomĂłc w tych niezwykle trudnych warunkach? ByƂ strach? Jak
wyglądaƂo podjęcie decyzji u siostry?
Tak, gdy usƂyszaƂam, ĆŒe w DPJ są zaraĆŒeni COVID 19, to od razu pojawiƂa się myƛl: „Moje Siostry potrzebują
pomocy” wszystko inne staƂo się mniej waĆŒne. One potrzebowaƂy pomocy, One bardziej się liczyƂy niĆŒ jakieƛ tam
obawy, strach, lęk
 nie myƛlaƂam o sobie, chciaƂam po prostu pojechać i pomóc

Przez tyle mcy mieszkaƄcy DPJ sƂyszeli co się dzieje na ƛwiecie, ƛledzili informacje, dyrekcja DPJ oraz personel
robiƂ wszystko ĆŒeby ich uchronić i nagle musieli się zmierzyć z wirusem „ oko w oko”, przez tyle dni przebywać
w izolacji
 Jak siostra ocenia stan emocjonalny podopiecznych DPJ ?
W moim odczuciu byli ufni wobec nas. Czuli się bezpieczni. SƂuchali naszych próƛb, wyjaƛnieƄ. Do nich się
stosowali. Choć izolacja w pokojach byƂa dla nich trudna, uciÄ…ĆŒliwa, męcząca, osƂabiająca stan psychiczny, to
mimo to wspóƂpracowali z nami bardzo. UƂatwiaƂo nam to, niesienie Im pomocy i zachowanie wymaganego
reĆŒimu sanitarnego.
Czy utkwiƂa siostrze jakaƛ szczególna sytuacja w trakcie pobytu w DPJ?
Chyba najpiękniejsze dla mnie byƂy te momenty, kiedy mogƂam wejƛć do pokoju MieszkaƄców i zwyczajnie
zapytać „ Kochanie jak się czujesz?”, a w ich oczach pojawiaƂ się bƂysk i uƛmiech. W pamięci zostaje mi rĂłwnieĆŒ
piękna postawa Pracowników DPJ. Ich otwartoƛć, hojnoƛć w posƂudze, ofiarnoƛć, radoƛć, troska o to by „ Dom
ocalaƂ”

Wiele osĂłb w spoƂeczeƄstwie tƂumaczy sobie tą pandemię w taki sposĂłb, ĆŒe to BĂłg chciaƂ nam dać znak,
ĆŒebyƛmy się trochę zatrzymali, zwolnili tempo, przestali brać udziaƂ w „wyƛcigu szczurĂłw”, ĆŒebyƛmy
dostrzegli to, co naprawdę w ĆŒyciu waĆŒne. Czym dla Siostry jest doƛwiadczenie epidemii ? Jakie towarzyszą
Siostrze refleksje związane z tym czasem?
Zgadzam się z wieloma wypowiedziami, ĆŒe czas pandemii „ zatrzymaƂ nas”, pomĂłgƂ wielu osobą
przewartoƛciować swoje priorytety ĆŒyciowe. A mi osobiƛcie pokazaƂ jak wiele osĂłb jest potrzebujących,
opuszczonych, oczekujących na pomoc
pandemia pokazaƂa mi, ĆŒe nie moĆŒemy być bierni, pozamykani w
swoich domach
.
Pozdrawiam
.
Dziękuję serdecznie za rozmowę, ĆŒyczę bƂogosƂawieƄstwa Matki BoĆŒej Tuchowskiej.

BRAT MARIUSZ OFMCap z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów – opiekun wolontariusz
(pracowaƂ w trybie koszarowym w dniach 13.06.2020 r.-02.07.2020 r.)
Jak wyglądaƂo podjęcie decyzji o przybyciu do Domu Pogodnej Jesieni. ByƂ to impuls, natchnienie czy decyzja
wymagająca organizacji?
Decyzja zapadƂa podczas rozmowy telefonicznej (telekonferencji) – Minister Prowincjalny wraz z braćmi z Grupy
Zarządzania Kryzysowego dot. Covid-19 przedstawili mi krytyczną sytuację mieszkaƄców w DPJ oraz s. Józefitek,
iloƛci zaraĆŒonych, etc. Ze względu na przygotowanie oraz doƛwiadczenie w pracy z Covid-19 bracia dopytywali
w jaki sposĂłb pomĂłc siostrom. Odpowiadając na pytania, myƛlaƂem ĆŒe na tym skoƄczy się moja rola. ByƂo juĆŒ
dwĂłch wyznaczonych braci…
W trakcie rozmowy usƂyszaƂem – Ty jesteƛ tam potrzebny…, chcemy abyƛ byƂ tam na miejscu… siostrom
potrzeba naprawdę pomóc, one są pod naszą opieką. Gotowoƛć wyraziƂem po tym ostatnim stwierdzeniu. I taki
to początek owej kolejnej odsƂony, wyjątkowej przygody rozpocząƂ się w moim ĆŒyciu – druga wojna z Covid-19.
Jakie byƂo pierwsze wraĆŒenie po przekroczeniu progu DPJ? Co Brat zastaƂ?
ZastaƂem zwarty, dziaƂający zespóƂ, który próbowaƂ zaradzić sytuacji kryzysowej z Covid-19. Zmęczenie byƂo
duĆŒe. OgĂłlnie odczuwać moĆŒna byƂo niepewnoƛć i lęk, sƂyszaƂem pytania – kto jeszcze z mieszkaƄcĂłw czy
personelu moĆŒe być zaraĆŒony? Co wykaĆŒÄ… testy? Siostry? Siostra Dyrektor juĆŒ na kwarantannie…
W mojej ocenie siostra Dyrektor dobrze radziƂa sobie z sytuacją w tak ekstremalnych warunkach – szukaƂa
zasobów i pomocy na zewnątrz – finansowej i personalnej. Umiejętnie powoƂaƂa nowy zespóƂ kompetentnych
pracownikĂłw i wolontariuszy, ktĂłrzy potrafili przez następne tygodnie odciÄ…ĆŒyć stary zespóƂ, wyczyszczając
placówkę z wirusa bez szkód względem mieszkaƄców. Niepokój. Nikt nie wiedziaƂ i nie mógƂ wiedzieć – co
będzie dalej. WaĆŒne byƂo zabezpieczenie i zaplanowanie odpowiedniej strategii w walce z wirusem, tj.
odpowiednie przeszkolenie zespoƂów, powoƂanie zespoƂu tymczasowego, odpowiednie przekazanie
kompetencji, stworzenie nowej struktury – ƛluz, izolatek…, samodyscyplina i wspóƂpraca wolontariuszy w
okrojonym skƂadzie personelu…
Czym Brat zajmuje się na co dzieƄ? Jak wyglądają Brata obowiązki w zakonie?
SƂuĆŒÄ™ ludziom…
PracowaƂ Brat kiedyƛ przy opiece i pielęgnacji starszych osób? co byƂo najtrudniejsze podczas caƂego pobytu
tutaj?
Opieką i pielęgnacją osób starszych zajmowaƂem się na praktykach w oƛrodkach ZOL, DPS. W przestrzeni
bezdomnoƛci – schroniska, streetworking. W DPS Stalowa Wola – rĂłwnieĆŒ toczyliƛmy wojnę z Covid-19.
Najtrudniejsze? PrzezwyciÄ™ĆŒanie zmęczenia, umiejętne danie wsparcia zespoƂowi i Siostrom – tworzenie
jednoƛci. Następnie przekraczania siebie w sƂuĆŒbie drugiemu czƂowiekowi. Umiejętne pokazywanie
czƂowiekowi – mieszkaƄcowi, ĆŒe moĆŒna kochać go bez granic, ĆŒe moĆŒna przy nim być, wtedy kiedy przeĆŒywa
samotnoƛć, zagubienie, brak. Kiedy potrzebuje on, a nie ja. Najpiękniejsze to zobaczyć ƛwiat mieszkaƄca –
osoby niedoĆ‚Ä™ĆŒnej, leĆŒÄ…cej, cierpiącej fizycznie, psychicznie i na duchu, wejƛć w jego buty, w ƛwiat jego potrzeb,
marzeƄ…
WalczyƂ Brat z wrogiem, którego nie widać. Czego się baƂeƛ Bracie? Co byƂo pomocą, siƂą?
MiaƂem obawę najgorszego – dalsze zaraĆŒenia, wejƛcie prokuratury, bądĆș wywiezienia mieszkaƄcĂłw do innego
miejsca, co jednoczeƛnie wiązaƂoby się z ogromną szkodą psychofizyczną dla mieszkaƄców (większoƛć osób
leĆŒÄ…ca, po za tym bardzo związana z miejscem, pokojem) – to przecieĆŒ oni są największą ofiarą tej niewidocznej
wojny. Przegrany byƂby teĆŒ pomysƂ na zespóƂ tymczasowy, caƂy ich trud związany z wyczyszczeniem oƛrodka. W
wojnie jednak i trzeba zaƂoĆŒyć moĆŒliwą przegraną.
Pomocą okazaƂa się niesamowita organizacja w dziaƂaniu, zaangaĆŒowanie i wspóƂpraca w zespole. Ogrom pracy
wykonanej przez kilka, a pĂłĆșniej kilkanaƛcie osĂłb, modlitwy, wsparcie z gĂłry..
Z perspektywy czasu, jak wspomina Brat wspóƂpracę z ratownikiem medycznym, siostrami, personelem,
wolontariuszami, tworzyliƛcie zgrany zespóƂ?
Prawdziwy strateg umie przegrywać i wyciągać wnioski. Tak byƂo z nami na początku wojny – przegrywaliƛmy
aby w koƄcu wygrać bitwę. A mieć nadzieję na wygranie wojny.
Jestem wdzięczny, ĆŒe mogƂem posƂugiwać w koordynacji w tak zgranym zespole. WspóƂpraca na medal – przy
tylu problemach, interwencjach, zmianach w strukturze. Z perspektywy czasu – rodzi się we mnie prosta
wdzięcznoƛć.
Dziękuję Siostrze Prowincjalnej i Dyrektor za wspóƂpracę na wysokim poziomie zarządzania w tak kryzysowej
sytuacji. Jesteƛcie niesamowite.
Wdzięcznoƛć kieruję do caƂego zespoƂu – pielęgniarsko – opiekuƄczego, czyli siĂłstr jozefitek, braci kapucynĂłw,
ƛwieckich pracownikĂłw (szczegĂłlnie za odwagę, zaangaĆŒowanie), wolontariuszki (za otwartoƛć, dziaƂanie).
Doƛwiadczyliƛmy cudu. Dzięki za ƛwiadectwo modlitwy, wsparcie.
Siostry – z sąsiedniej prowincji jak i juniorystki – daƂy ƛwiadectwo wiary i jednoƛci, odwagi i męstwa.
Wojna z Covid-19 trwa – to jedne z ostatnich sƂów wojskowego ratownika medycznego, koordynującego
zespoƂem. Jestem mu wdzięczny za jego zaangaĆŒowanie i profesjonalną posƂugę. Gotowoƛć, dyspozycyjnoƛć w
wykonaniu zadania.
Podsumowując wspóƂpracę i zespóƂ – kaĆŒdy aktor miaƂ swoją rolę do odegrania, wypeƂniƂ ją tak jak zaplanowaƂ
reĆŒyser, ktĂłry patrzyƂ z gĂłry i wiedziaƂ co będzie dalej! Dziękuję.
MieszkaƄcy z tego, co mi opowiadali, to Was wszystkich, czyli trzech Braci Kapucynów pokochali caƂymi
sercami i do dziƛ o Was pytają. Pomimo wszystkich trudnoƛci i ciÄ™ĆŒkiej pracy mamy nadzieję, ĆŒe rĂłwnieĆŒ
będziecie miƂo wspominać DPJ. Dziękuję za rozmowę.

BARTOSZ ƚWIĄTEK – fizjoterapeuta w Domu Pogodnej Jesieni
(pracowaƂ w trybie koszarowym w dniach 15.06.2020 r – 29.06.2020 r)
Z tego co mi wiadomo, to Twoje wejƛcie do DPJ, kiedy wirus juĆŒ w nim szalaƂ byƂo wyczekiwane.
NiecierpliwiƂeƛ się , bo chciaƂeƛ juĆŒ zacząć pomagać. Czyli nad podjęciem decyzji czy wejƛć czy nie nie
zastanawiaƂeƛ się w ogóle?
Kiedy wirus się pojawiƂ i wszyscy byli zmuszeni poddać się kwarantannie, w Domu Pogodnej Jesieni liczyƂa się
kaĆŒda para rąk. WiedziaƂem, ĆŒe jeƛli nie przyjdę z pomocą to pensjonariusze będą cierpieć, a wolontariusze
będą pracować do upadƂego. Dlatego decyzja mogƂa być tylko jedna. Oczywiƛcie byƂo trochę strachu, bo
zagroĆŒenie byƂo realne, ale czuƂem co powinienem zrobić i nie mogƂem postąpić inaczej.
W DPJ pracujesz jako fizjoterapeuta – w tej trudnej sytuacji z dnia na dzieƄ staƂeƛ się specjalistą do zadaƄ z
kaĆŒdego zakresu. ByƂo to dla Ciebie trudne? Na jakich zadaniach trzeba byƂo się najbardziej skupić?
Tak. Na początku nie byƂo Ƃatwo przeobrazić się w „opiekunkę”. Najtrudniej oczywiƛcie byƂo opanować
pielęgnację i toaletę mieszkaƄców. Zarówno mi, jak i mieszkającym tu starszym paniom, które do tej pory byƂy
pielęgnowane przez panie opiekunki, na początku byƂo nieco niezręcznie, ale w sytuacji bez wyjƛcia trzeba byƂo
się przeƂamać i podoƂać temu wyzwaniu.. RozumiaƂem, ĆŒe muszę to zrobić, bo w przeciwnym wypadku, tak jak
mówiƂem : ktoƛ będzie cierpiaƂ.
Znasz mieszkaƄców, ich historie, usposobienia
Jak wedƂug Ciebie sobie radzili?
Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony pacjenci z zaburzeniami funkcji poznawczych
nie rozumieli, dlaczego nagle muszą pozostać w swoich pokojach. To rodziƂo skrajne emocje: od agresji po
frustrację i rozpacz. Z drugiej zaƛ strony, pacjenci trzeĆșwo myƛlący rozumieli zagroĆŒenie, co skutkowaƂo
poczuciem lęku. Jedno jest pewne: wszystkim byƂo ciÄ™ĆŒko.
Jak myƛlisz czego najbardziej w tym czasie brakowaƂo mieszkaƄcom?
W przeciwieƄstwie to poprzedniego pytania, ta odpowiedĆș będzie prosta. MieszkaƄcom najbardziej brakowaƂo
kontaktu z drugim czƂowiekiem. Wszechobecna izolacja wszystkim dawaƂa we znaki. Zarówno pensjonariuszom
jak i pracownikom. Zakaz gromadzenia się, zakaz odwiedzin, brak wspólnych posiƂków, brak Mszy ƛw. w kaplicy,
brak terapii zajęciowej, brak bliskich w tych ciÄ™ĆŒkich chwilach sprawiaƂ, ĆŒe byƂo jeszcze ciÄ™ĆŒej.
Czy zdarzaƂy Ci się momenty zmęczenia, zwątpienia, strachu , bólu? Jeƛli tak, to jak sobie z nimi radziƂeƛ? co
pomagaƂo?
Powiem tak: zmęczenie pojawiƂo się w lipcu, gdy oƛrodek byƂ juĆŒ czysty i zaczęliƛmy pomaƂu wracać do normy,
wczeƛniej nie byƂo czasu na zmęczenie. Zwątpienia nie byƂo nigdy. Ból pojawiaƂ się, gdy umieraƂ któryƛ z naszych
mieszkaƄców, wtedy pomagaƂa modlitwa. Strach natomiast towarzyszyƂ mi caƂy czas i dalej towarzyszy, ale
trzeba byƂo się nauczyć z tym ĆŒyć i robić swoje.
Dziękuję za rozmowę i ĆŒyczę odpoczynku bo trwasz na posterunku juĆŒ od kilkunastu tygodni.

PAWEƁ JANKOWSKI – wojskowy ratownik medyczny, ratownik TatrzaƄskiego Ochotniczego Pogotowia
Ratunkowego
(pracujący w trybie koszarowym w DPJ w dniach 15.06.2020 r – 05.07.2020 r)
Pawle, jesteƛ ratownikiem TOPRU, czƂowiekiem wielu pasji – skoki spadochronowe, nurkowanie w jaskiniach,
podrĂłĆŒe po caƂym ƛwiecie
 i tu nagle zjawiasz się w Tuchowie, by pokonać niewidzialnego wroga jakim byƂ
COVID 19. Skąd ten pomysƂ i co Tobą kierowaƂo?
Nie byƂ to pomysƂ, ĆŒeby się zjawić w Tuchowie, tylko byƂa to odpowiedĆș na potrzebę, odpowiedĆș na sytuację.
ByƂo to miejsce, w ktĂłrym mogƂem wykorzystać swoje doƛwiadczenie, poniewaĆŒ pracowaƂem wczeƛniej w
innym Domu Pomocy SpoƂecznej, gdzie sytuacja byƂa bardzo trudna i bardzo podobna. A co mną kierowaƂo? To
chyba jest czymƛ naturalnym, jeƛli się jest z wyksztaƂcenia ratownikiem, chce się wykonywać swoją pracę
dobrze. Ratownictwo nie jest taką typową pracą, jest powoƂaniem, polega na podejmowaniu wyzwaƄ, nie ma
jednakowych sytuacji, kaĆŒda jest inna. Wyzwanie – to wƂaƛnie mną kierowaƂo. CzƂowiek wielu pasji
pewne
moje pasje wynikają z mojej pracy, np skoki spadochronowe wynikają z mojej sƂuĆŒby jaki ĆŒoƂnierz Jednostek
Desantowo Szturmowych, przez 15 lat wykonywaƂem skoki spadochronowe z racji mojego zawodu. Nurkowanie
w jaskiniach.. rĂłwnieĆŒ wynika z mojej pracy, poniewaĆŒ naleĆŒÄ™ do sekcji nurkĂłw jaskiniowych ratownikĂłw. A
super jest to, ĆŒe moje pasje staƂy się moją pracą i kontynuuję swoje pasje a przy okazji mi za to pƂacą.
Natomiast podrĂłĆŒe po caƂym ƛwiecie, to jest forma jakiejƛ odskoczni od tego, co robię, takiego resetu daleko,
daleko od codziennoƛci, trochę zostawienia spraw zawodowych i odpoczynku.
Dom Pogodnej Jesieni nie jest pierwszą placówką, w której walczyƂeƛ z pandemią. Gdzie jeszcze twoja pomoc
staƂa się nieoceniona?
Nie wiem czy nieoceniona i moĆŒe nie pomoc tylko praca, bo na tym polega ratownictwo. Nie chciaƂbym być Ćșle
zrozumiany, ale jako ratownicy pracę zostawiamy w pracy, nie przenosimy jej do domu, nie moĆŒemy nią ĆŒyć,
kiedy jesteƛmy w domu, dlatego traktujemy ratownictwo jako bardziej pracę, nie jako pomoc. Z zewnątrz
mogƂoby się wydawać, ĆŒe to jest pomoc, ale to jest praca, do ktĂłrej nie moĆŒemy podchodzić emocjonalnie.
Wczeƛniej pracowaƂem i nabieraƂem doƛwiadczenia w DPS w Stalowej Woli, gdzie sytuacja byƂa podobna.
NaleĆŒy jednak podkreƛlić, ĆŒe praca w takiego typu warunkach jest bardzo specyficzna i ciÄ™ĆŒka, a caƂy zespóƂ
walczy i pracuje na sukces. W obydwu placówkach udaƂo się nam wyjƛć na prostą, ale to zawsze jest praca
caƂego zespoƂu, wyjątkowego, który pracuje w nienormowanych czasie pracy, daleko od domu, od rodziny i jest
to na prawdę czymƛ ekstremalnym, niespotykanym.
Czy te decyzje o podjęciu takiego zadania byƂy trudne, wymagaƂy przemyƛleƄ, rodzinnej organizacji?
Nie, to nie są to trudne decyzje. Po prostu wykonuje się swoją pracę i jeƛli podchodzi się do tego jako pracy, a
nie, ĆŒe jest to coƛ nadzwyczajnego, to jest to czymƛ naturalnym. Czy wymaga przemyƛleƄ? Nie, bo w tym
kierunku jesteƛmy ksztaƂceni, wykonujemy na co dzieƄ tego typu dziaƂania i nie ma czasu na dƂuĆŒsze
rozmyƛlania, po prostu trzeba dziaƂać. To jest wƂaƛnie fajne w tym ratownictwie
dostajesz wezwanie do
wypadku, jedziesz czy lecisz ƛmigƂowcem i nie masz czasu się przygotować, nie ma standardowych wypadków,
czy dwóch takich samych. Na miejscu oceniasz sytuację, podejmujesz decyzje, musisz robić to bardzo szybko,
bo sytuacja moĆŒe się zmieniać dynamicznie, musisz zachować bezpieczeƄstwo, robić to zgodnie z jakimiƛ
zasadami i tak, ĆŒeby pomĂłc. Nie zawsze jest czas na przemyƛlenia, po prostu trzeba dziaƂać, czasami trochę
instynktownie. Czy wymaga to rodzinnej organizacji? Myƛlę, ĆŒe rodzina juĆŒ jest przyzwyczajona, niejednokrotnie
dostaję telefon w ƛrodku nocy i wychodzę na przykƂad w gĂłry. I tak to czasem bywa niestety, ĆŒe te wigilijne
kolacje jemy dzieƄ czy dwa pĂłĆșniej. TakĆŒe rodzina juĆŒ jest przyzwyczajona, ĆŒe podejmuję pracę i jadę czy lecę
tam, gdzie jestem potrzebny.
PrzyjechaƂeƛ do DPJ i co dalej? Co zastaƂeƛ? Jak wyglądaƂa sytuacja?
ZastaƂem personel etatowy bardzo przemęczony, który resztkami siƂ, ale z wielkim poƛwięceniem i sercem robiƂ
co mĂłgƂ. I to byƂo fajne, bo pracowali maksymalnie ile mogli, w tej trudnej, nietypowej i ciÄ™ĆŒkiej sytuacji .
ZastaƂem zespóƂ nieprzypadkowych, wyjątkowych ludzi, ktĂłrzy mimo zagroĆŒenia i trudnoƛci zostali i robili nawet
nie co w ich mocy byƂo, tylko wykonywali pracę ponad swoje moĆŒliwoƛci. PokazaƂo mi to, ĆŒe sytuacja choć
trudna, jest do wyprowadzenia i musimy dziaƂać kosztem maksymalnego wysiƂku, po to, ĆŒeby nie zmarnować
dotychczasowej pracy ludzi, ktĂłrzy poƛwięcili swĂłj czas i energię, i dali więcej niĆŒ mogli.
MiaƂeƛ moĆŒe jakiƛ konkretny plan dziaƂania, czy tworzyƂeƛ go na miejscu?
Jak juĆŒ wspominaƂem, w takich sytuacjach kryzysowych nie ma planu dziaƂania. Covid dla wszystkich jest nowy.
WydawaƂoby się, ze Stacje Sanitarno-Epidemiologiczne powinny otworzyć szufladę i wyciągnąć schemat
postępowania, ale nawet oni go nie mają, nie byli na to przygotowani. Takim zarządzaniem w sytuacjach
kryzysowych zajmowaƂem się będąc na misji w Afganistanie, gdzie tworzyliƛmy szpitale polowe, gdzie te
sytuacje byƂy bardzo trudne, dynamiczne. I tutaj tez trzeba byƂo dziaƂać na bieĆŒÄ…co i ta cecha wƂaƛnie
charakteryzuje pracę w takich sytuacjach kryzysowych. Plan w DPJ niejednokrotnie byƂ tworzony z godziny na
godzinę, bo taka zachodziƂa po prostu potrzeba.
MógƂbyƛ okreƛlić priorytet, którym trzeba byƂo się zająć po rozeznaniu się przez Ciebie w sytuacji?
Priorytetem byƂo pozyskiwanie ludzi do pracy i zapewnienie im jak największego komfortu pracy. Dla wielu
osĂłb moĆŒe zabrzmi to nienaturalnie, ale tak na prawdę najwaĆŒniejsi byli pracownicy i zapewnienie im jak
najlepszych warunków pracy, bo bez pracowników, wolontariuszy nie byƂoby prostu mieszkaƄców i to byƂo dla
mnie priorytetem. Zapewnienie tym ludziom przede wszystkim bezpieczeƄstwa, ale rĂłwnieĆŒ jakieƛ odskoczni
od obowiązkĂłw, dbanie o to, ĆŒeby mogli na swĂłj dyĆŒur przychodzić wypoczęci do pracy. Pracowaliƛmy w
systemie skoszarowanym i ludzie po swoim dyĆŒurze pomimo szczerych chęci, ĆŒe chcą pomagać musieli zdać
sobie sprawę, ĆŒe trzeba odpocząć i ja musiaƂem tego dopilnować, bo to oni byli dla mnie najwaĆŒniejsi. Bez nich
nie byƂoby tego Domu.
W ekipie z którą byƂeƛ na polu bitwy w DPJ byƂo zaledwie czterech etatowych pracowników a pozostali to
wolontariusze na co dzieƄ pracujący w zupeƂnie innym zawodzie. Nie znaliƛcie mieszkaƄców ani architektury
budynku. Jak Ci się wspóƂpracowaƂo z tak „amatorskim” zespoƂem, w tak okrojonym skƂadzie? Do tego z
kaĆŒdym dniem dochodziƂo coraz większe zmęczenie kaĆŒdego z Was
?
Rzeczywiƛcie byƂo to wyzwanie, faktycznie nie znaliƛmy ani ukƂadu budynku ani mieszkaƄców, nie znaliƛmy ich
potrzeb, kaprysĂłw, nie wiedzieliƛmy co jest kaprysem, a co rzeczywistą potrzebą. Te sytuacje pokazywaƂy, ĆŒe
ludzie, ktĂłrzy trafili do pracy, i ci etatowi, i wolontariusze, to nie byli ludzie przypadkowi. To byli ludzie z
powoƂania, z pasji, jaka jest pomaganie innym ludziom. I tylko z takim zespoƂem daƂo się w ten sposób dziaƂać.
DyĆŒury byƂy od 24 do 36 godzin ciągƂej ciÄ™ĆŒkiej, fizycznej pracy, w kombinezonach, w wysokiej temperaturze, w
zagroĆŒeniu i daƂo się to zrobić tylko dzięki temu, ĆŒe kaĆŒda osoba dodawaƂa jakąƛ tam cegieƂkę do tego co
tworzyliƛmy. I w ten tylko sposób to się udaƂo. Tej pracy, którą Ci ludzie tam wykonali, nie da się przeliczyć na
ĆŒadne pieniądze. To nie byƂa praca przeliczalna na ĆŒadne rzeczy materialne. Oni tez nie pragnęli, nie oczekiwali
niczego w zamian. Wolontariusze czuli potrzebę pomocy i czuli, ĆŒe to moĆŒe być kiedyƛ kaĆŒdy z nas i to my kiedyƛ
moĆŒemy potrzebować takiej pomocy. MiaƂem niesamowitą przyjemnoƛć pracować z tymi osobami i dzięki
wspólnej pracy odnieƛliƛmy sukces. Tutaj nie byƂo czasu na wyrobienie sobie autorytetu, jednak wszyscy
dziaƂali w ogromnej dyscyplinie i w zaufaniu, zarówno personel medyczny, personel opiekuƄczy, zespóƂ
zarządzający, tutaj kaĆŒdy kaĆŒdemu musiaƂ zaufać. ZdarzaƂy się jakieƛ potknięcia, pomyƂki, ale wynikaƂo to
wƂaƛnie z tego, ĆŒe to byƂo nowe miejsce, czasami zmęczenie warunkowaƂo jakieƛ drobne potyczki, dlatego tak
waĆŒny byƂ odpoczynek. Dlatego jeszcze raz podkreƛlę, ĆŒe najwaĆŒniejsi byli pracownicy i moĆŒe to nie brzmi tak,
jak powinno, ale to tak juĆŒ jest, jeƛli jesteƛmy zawodowcami, to po prostu na chƂodno musimy niektĂłre rzeczy
oceniać.
Z perspektywy zwykƂego czƂowieka, patrzącego z boku na caƂa tą sytuację najwaĆŒniejszy jest jednak
mieszkaniec

Masz rację, z takiej perspektywy najwaĆŒniejszy jest wydawaƂoby się mieszkaniec, ale zobrazuje to na
przykƂadzie ratownictwa. Jest wypadek, ty chcesz lecieć, jechać biec, wybiegać na ta autostradę, pomagać
nie
moĆŒesz tak zrobić. Jeƛli ratownik ulegnie wypadkowi, to nikomu juĆŒ nie pomoĆŒe. Czasami to czujesz zƂoƛć,
pamiętam jedną z pierwszych moich wypraw ƛmigƂowcem w Tatrach, z doƛwiadczonym zespoƂem, kiedy
widzieliƛmy z pokƂadu czƂowieka leĆŒÄ…cego, potrzebującego pomocy. Warunki byƂy ekstremalnie trudne, pilot
robiƂ kilka podejƛć, juĆŒ byƂ plan kto zjeĆŒdĆŒa po linach, jednak nie daƂo się zapanować nad maszyna i musieliƛmy
wrócić do bazy. Po niego wyruszyƂ zespóƂ pieszy, udaƂo się go uratować, ale ja sobie tak w duchu na tym
pokƂadzie myƛlaƂem, ĆŒe jak tak moĆŒna, przecieĆŒ on umrze, nie moĆŒemy go zostawić. Na chƂodno brać niektĂłre
sprawy – tak po prostu w ratownictwie trzeba. Dlatego ja musiaƂem w pierwszej kolejnoƛci dbać o pracownika,
ĆŒeby byƂ w peƂni siƂ aby zająć się tym mieszkaƄcem. Zmęczenie, poƛpiech, chaos nie jest sprzymierzeƄcem, jeƛli
się chce komuƛ pomóc.
Czy któryƛ z mieszkaƄców utkwiƂ Ci najbardziej w pamięci lub jakieƛ szczególne wydarzenie?
Zabrzmi to trochę gruboskórnie, ale znowu muszę zaznaczyć tutaj i powiedzieć o tym profesjonalizmie. Ja
przyjechaƂem do DPJ do pracy w trudnej sytuacji, do walki z wirusem. I jako zawodowiec nie mogƂem pozwolić
sobie na bliĆŒsze relacje, bo to nie to byƂo moim zadaniem. I znowu jako przykƂad odniosę się do pracy w gĂłrach,
wczoraj miaƂem dyĆŒur w Tatrach i byliƛmy na 10 akcjach ratunkowych, gdybym chciaƂ wiedzieć co się staƂo z
kaĆŒdą osobą, ktĂłrą przekazaliƛmy na oddziaƂ ratunkowy, to nie nadawaƂbym się na bycie ratownikiem. Nie
zabrzmi to bardzo medialnie, ale tak to w rzeczywistoƛci wygląda. Jest jednak taka szczególna sytuacja, która
utkwiƂa mi w pamięci, mianowicie to jak mieszkaƄcy dps-Ăłw są traktowani przez sƂuĆŒby ratunkowe. Są
traktowani z ogromnym dystansem, przecieĆŒ to są tacy sami ludzie jak my, a karetki odmawiaƂy przyjazdu. I to
byƂo dla mnie bardzo zaskakujące, bo tez jeĆŒdĆŒÄ™ w systemie i jeĆșdziƂem w karetkach pogotowia i nie spotkaƂem
się z taką sytuacją nigdy. Karetki odmawiaƂy przyjazdu, szpitale przyjęć i trochę mi wstyd za to ƛrodowisko
medyczne. Lekarze, ktĂłrzy przyjeĆŒdĆŒali do nas, nawet nie byli Ƃaskawi wyjƛć z karetki do pacjentĂłw. ByƂo tak jak
z innego ƛwiata i to mi najbardziej utkwiƂo w pamięci, ten sposób traktowania ludzi z dps-ów jako trochę
gorszych, a to są ludzie tacy jak my, z piękną, niesamowitą historią. Do takiego Domu kaĆŒdy z nas moĆŒe kiedyƛ
trafić, nie wiadomo jak ĆŒycie się potoczy, takĆŒe szkoda, ĆŒe ten system medyczny w taki sposĂłb do tego
podchodziƂ. Natomiast mieliƛmy ogromne wsparcie ze strony Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej
w Tarnowie, ze strony WojewĂłdzkiego Sanepidu w Krakowie, rĂłwnieĆŒ ze strony pana dr. Bartusia, pana
inspektora Foremnego z Krakowa. Mieliƛmy ogromne wsparcie merytoryczne, konsultowaliƛmy się o kaĆŒdej
porze. I to byƂo super wƂaƛnie, ĆŒe dziaƂaliƛmy w takim zaufaniu do siebie, zamieniliƛmy ze sobą kilka zdaƄ, ale od
razu zaufaliƛmy sobie i pozwoliliƛmy sobie na taki kontakt. Jak kaĆŒdy z nas miaƂ jakąƛ sprawę to moĆŒna byƂo
zadzwonić, skonsultować. Na początku tego kryzysu kaĆŒdy dostaƂ taki kredyt zaufana, bez tego wspóƂpraca nie
miaƂaby sensu. Ogromne tez mieliƛmy wsparcie z zewnątrz, kaĆŒdy pomagaƂ na miarę swoich moĆŒliwoƛci, jakimƛ
tam telefonem z dobrym sƂowem, jakąƛ ofertą pomocy, ze jest w razie czego do dyspozycji, rĂłĆŒnorakimi darami,
czy pomocą ze strony Urzędu WojewĂłdzkiego. CiÄ™ĆŒkie byƂo to, ze na przykƂad niektĂłre instytucje ĆŒyczyƂy sobie
rozkƂadania na atomy wszystkiego i musieliƛmy dziaƂając w okopach jeszcze, pisać podziaƂy ile byƂo
wykorzystanych rękawiczek itp. Teraz to się wydaje racjonalne i normalne, ale kiedy dziaƂaliƛmy na froncie i ktoƛ
sobie ĆŒyczyƂ liczby maseczek zuĆŒytych ciągu jednego dnia to byƂa to sytuacja rodem z komedii Barei. Patrząc na
to juĆŒ na chƂodno, to byƂy to rzeczy, za ktĂłre ktoƛ pƂaciƂ więc potrzebowaƂ liczb i to jest naturalne, racjonalne.
Jesteƛ rodowitym gĂłralem, moĆŒna by rzec, ĆŒe odwaga pƂynie w Twojej krwi
boisz się czasami?
Czy się boję? Bardzo często się boję tylko staram się nie okazywać strachu. Boję się czasem na akcjach górskich.
W bardzo trudnych, ekstremalnych warunkach to jest strach. W Tatrach wykonujemy bardzo trudne loty, takim
przykƂadem moĆŒe być zeszƂoroczna akcja na Giewoncie, ktĂłrą wykonywaliƛmy. Lecieliƛmy w trakcie burzy,
akurat ja byƂem desantowany przy dzieciach, które reanimowaliƛmy, mieliƛmy ponad 150 osób rannych, 4
osoby ƛmiertelne, takĆŒe to potÄ™ĆŒne zdarzenie. Byliƛmy w ogĂłle wtedy wszyscy zmęczeni, bo trwaƂa akcja
jaskiniowa. Akurat w moim czasie wolnym od dziaƂaƄ w jaskini wyszƂa akcja z Giewontem. Jak się zjeĆŒdĆŒa ze
ƛmigƂowca na linach i dookoƂa walą pioruny to jest strach. To jest ryzyko wpisane w zawód. No i boimy się,
myƛlę, ĆŒe tylko gƂupcy się nie boją. Jest to jednak taki strach, ktĂłry nas mobilizuje do pracy, do dziaƂania, a nie
strach, ktĂłry nas paraliĆŒuje i tak powinno być. Nie moĆŒemy tez dać po sobie poznać, ĆŒe się boimy, ĆŒeby ten
niepokój nie przenosiƂ się na osoby ratowane.
SzkoliƂeƛ personel aby jak najlepiej chroniƂ siebie i mieszkaƄcĂłw przed wirusem
co moĆŒesz doradzić
czytelnikom? Taka najwaĆŒniejsza rada na przyszƂoƛć…
Bez względu na to, jakie mamy poglądy i wyznania, to moją radą jest to, ĆŒeby zaufać nauce i specjalistom,
pozwolić ĆŒeby nami pokierowali. Bo to jest ich zadanie i oni wiedzą, co maja robią i biorą za to
odpowiedzialnoƛć.
Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i ĆŒyczę odwagi oraz satysfakcji i radoƛci jaką daje moĆŒliwoƛć ratowania
ludzkiego ĆŒycia .

S. EWA PACYFIKA PƁAWECKA – dyrektor Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie
(pracująca do uzyskania pozytywnych wyników testów na Covid 19 dn. 16.06.2020 r)
Koronawirus uderzyƂ w siostry jĂłzefitki z potÄ™ĆŒną siƂą. Wiele siĂłstr przeszƂo chorobę w miarę lekko, jednak
inne, w tym siostra trafiƂy do szpitala. OdczuwaƂa siostra strach? Co się czuje w takim momencie, kiedy trafia
się na oddziaƂ z rozpoznaniem COVID-19?
Rzeczywiƛcie, koronawirus uderzyƂ z potÄ™ĆŒną siƂą w nas, siostry jĂłzefitki, na szczęƛcie oszczędzając zdecydowaną
większoƛć mieszkaƄców i pracowników ƛwieckich. Dzięki Bogu, wirus obszedƂ się z nami Ƃagodnie. Czy
odczuwaƂam strach? Nie, na pewno nie z powodu wƂasnej choroby, bardziej byƂ to strach, lęk, zatroskanie o
innych, mieszkaƄcĂłw, pracownikĂłw, o Dom
 Od początku pandemii gorąco modliliƛmy się o ustrzeĆŒenie
naszego Domu od zaraĆŒenia wirusem. W sytuacji zakaĆŒenia towarzyszyƂa mi pewnoƛć dyktowana wiarą, ĆŒe jeĆŒeli
Pan Bóg dopuƛciƂ takie zmaganie, to zapewne w ogromie swej miƂoƛci przeprowadzi nas przez nie. Na dnie serca
pozostaƂa niezachwiana ufnoƛć i modlitwa sƂowami O. ZaƂoĆŒyciela ƛw. Ks. Zygmunta Gorazdowskiego:
„Wszystko będzie, Bóg czuwa”. Po dwóch dniach od ogƂoszenia pierwszych wyników wymazów dowiedziaƂam
się, ĆŒe jednak mĂłj wynik jest wątpliwy i do następnych muszę poddać się domowej izolacji. Niebawem pojawiƂy
się objawy choroby, byƂo więc jasne, ĆŒe jestem chora… W czasie tej izolacji zmagając się z gorączką, z
niepewnoƛcią jutra, MiƂosiernemu Bogu zawierzaƂam siebie i caƂy Dom – nasze dziƛ i jutro. Wynik, jak
przypuszczaƂam, okazaƂ się dodatni, ten etap mojej walki w Domu Pogodnej Jesieni wƂaƛnie koƄczyƂ się. Po
tygodniowej izolacji pobyt w szpitalu przyjęƂam jako konicznoƛć, z caƂą ƛwiadomoƛcią, ĆŒe wirus mĂłgƂ poczynić w
organizmie jakieƛ spustoszenia.
„Kapitan ostatni opuszcza statek” – siostra rĂłwnieĆŒ do samego koƄca, czyli do otrzymania dodatniego
wyniku testu walczyƂa i staraƂa się opanować sytuację
nie byƂo lekko, prawda?
Tak mówią
, rzeczywiƛcie dla mnie „opuszczeniem statku” byƂ wyjazd do szpitala po dodatnim wyniku testu.
Czas od początku kwarantanny aĆŒ do wyjazdu byƂ walką, wydawaƂo się momentami na ƛmierć i ĆŒycie, nie tylko z
objawami choroby, ale wƂaƛnie z podejmowaniem decyzji, które miaƂy zasadniczy wpƂyw na przyszƂoƛć Domu,
zdrowie i bezpieczeƄstwo mieszkaƄców. GƂównym zmaganiem byƂa troska o zapewnienie podopiecznym
naleĆŒytej opieki, a nasze siƂy sƂabƂy, dlatego przedstawiona zostaƂa proƛba do Sanepidu o zgodę na
wprowadzenia grupy wolontariuszy – Braci Kapucynów wraz z ratownikiem medycznym, doƛwiadczonych w
wyprowadzaniu dps-ów z COVID-19 oraz grupy sióstr józefitek. ByƂam przekonania o koniecznoƛci wymiany
caƂej dotychczasowej ekipy pracowników i sióstr, co sugerowaƂ br. Mariusz, gdy analizowaliƛmy sytuację w DPJ.
NaleĆŒaƂo się spodziewać, ĆŒe większoƛć posƂugujących okaĆŒe się zakaĆŒona, stąd taka sugestia, jak się okazaƂo
bardzo sƂuszna. Doƛwiadczenie br. Mariusza i p. PawƂa dawaƂo mi poczucie bezpieczeƄstwa, ĆŒe Dom pozostawię
w dobrych, doƛwiadczonych rękach, a spora grupa siĂłstr jĂłzefitek budziƂa wdzięcznoƛć i pewnoƛć, ĆŒe jako
Rodzina zakonna przechodzimy to razem, jednocząc się w tym trudnym czasie. Gotowoƛć do pracy zgƂosiƂo kilku
pracownikĂłw DPJ, grupa ta systematycznie powiększaƂa się, za co jestem ogromnie wdzięczna, gdyĆŒ
wolontariuszom Ƃatwiej byƂo pracować z osobami znającymi Dom i mieszkaƄców. Rzeczywiƛcie Sanepid wyraziƂ
aprobatę, wolontariusze pod wodzą br. Mariusza, a pĂłĆșniej p. PawƂa rozpoczęli bardzo trudną pracę, walkę z
niewidzialnym wrogiem, by jak najszybciej „wyczyƛcić” Dom z wirusa. Ster Domu w tym czasie przejęƂa S.
Prowincjalna Antonia Piekarz.
Wiele osób prywatnych, instytucji, wolontariuszy, ludzi dobrej woli, w tym Pani Burmistrz Tuchowa wsparƂo
w tym trudnym czasie Dom Pogodnej Jesieni. Dobrze wiedzieć, ĆŒe placĂłwka ma tylu przyjacióƂ, na ktĂłrych
moĆŒe liczyć w kaĆŒdej sytuacji, szczegĂłlnie tej trudnej. Ɓzy szczęƛcia w tym caƂym nieszczęƛciu się polaƂy
?
Úwiadomoƛć, ĆŒe BĂłg czuwa i posyƂa tylu dobrych ludzi umacniaƂa nadzieję i dodawaƂa pewnoƛci, ĆŒe: „wszystko
będzie, Bóg czuwa” (ƛw. Ks. Zygmunt Gorazdowski). Doƛwiadczenie dobra okazywanego przez tyle osób
znanych i nieznanych, przyjacióƂ, wolontariuszy, firm, instytucji, parafii, stowarzyszeƄ, samorządów, wƂadz
szczególnie naszej Gminy – Pani Burmistrz Magdaleny MarszaƂek i sztabu kryzysowego na czele z p. Ɓukaszem
Giemzą, byƂo wielokrotnie potÄ™ĆŒniejsze niĆŒ doƛwiadczenie zƂa pƂynącego z faktu zakaĆŒenia koronawirusem, a
modlitwa zanoszona w rĂłĆŒnych stronach Polski, Europy i ƛwiata dodawaƂa nieocenionej siƂy do dalszej walki. W
przeĆŒywanym dramacie choroby, odpowiedĆș ludzi dobrej woli oraz sƂuĆŒb publicznych i spoƂecznych umacniaƂo
przeƛwiadczenie, iĆŒ nie jesteƛmy sami, ĆŒe dobro zawsze zwyciÄ™ĆŒa, ĆŒe poczucie solidarnoƛci gƂęboko
zakorzenione w sercach PolakĂłw pomaga nam w przeĆŒywaniu tego trudnego czasu. Wzruszenie pojawiƂo się
nieraz. Ɓzy radoƛci i wdzięcznoƛci polaƂy się najmocniej po otrzymaniu wyników ostatnich wymazów, kiedy
okazaƂo się, ĆŒe wszyscy są czyƛci – zarĂłwno mieszkaƄcy jaki i pracownicy oraz grupa wprowadzonych
wolontariuszy. MoĆŒna powiedzieć za psalmistą: „wydawaƂo nam się, ĆŒe ƛnimy, usta nasze byƂy peƂne ƛmiech, a
język ƛpiewaƂ z radoƛci” (Ps 26) dziękczynne Te Deum za „wielkie rzeczy, które nam Pan uczyniƂ”. Naprawdę
wydawaƂo mi się, ĆŒe ƛnię, ĆŒe to jest niemoĆŒliwe, iĆŒ staƂo się to, co powiedziaƂ br. Mariusz przed podjęciem
posƂugi w naszym Domu: „wyczyƛcimy Dom – dwa trzy tygodnie i Dom będzie czysty”. W sercu pozostanie
dozgonna wdzięcznoƛć wobec Braci Kapucynów, moich wspóƂsióstr józefitek, pracowników DPJ na czele z p.
PawƂem, ratownikiem medycznym którzy odpowiedzieli na apel z proƛbą o pomoc i podjęli tę posƂugę bez
rozgƂosu, wielkodusznie i ofiarnie, dyĆŒurując niejednokrotnie 24 godziny na dobę. Taką samą wdzięcznoƛć mam
wobec klerykĂłw WyĆŒszego Seminarium Duchownego w Tarnowie, ktĂłrzy za zgodą Ks. Rektora Jacka Soprycha
poƛwięcili swój wakacyjny czas i podjęli ofiarną posƂugę w naszym Domu w miesiącu lipcu.
Jak teraz funkcjonuje Dom?
Dzięki Bogu wszyscy zakaĆŒeni mieszkaƄcy wrĂłcili do zdrowia (zmarƂy dwie zakaĆŒone osoby), a Dom powoli
wraca do „normalnoƛci” ale niestety nie takiej sprzed roku, sprzed pandemii. Noszenie masek, rękawic,
dezynfekcja zapewne zostaną z nami na dƂugo a moĆŒe na staƂe
 Przestrzegając wszelkich procedur i
rekomendacji Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie, wytycznych Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego oraz
Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Tarnowie korzystamy z uroków lata w naszym ogrodzie, niwelując
skutki kilkumiesięcznej izolacji przez aktywizację mieszkaƄców – ćwiczenia rehabilitacyjne i zajęcia
terapeutyczne, za ktĂłrymi podopieczni tęsknili i w ktĂłre chętnie, na miarę swoich moĆŒliwoƛci wƂączają się.
Niestety, z powodu wzrostu zakaĆŒeƄ w MaƂopolsce i Powiecie, Dom na powrĂłt zostaƂ zamknięty dla
odwiedzających, co jest naszą bolączką. Mamy nadzieję, ĆŒe rodziny w nieodlegƂym czasie będą mogƂy odwiedzić
swoich bliskich. Staramy się, na ile pozwalają nam wszelkie wytyczne, aby mieszkaƄcy po tym trudnym czasie
izolacji mogli jak najpeƂniej korzystać ze swobody i w miarę normalnego ĆŒycia.
Dziękuję za rozmowę i ĆŒyczę szybkiego powrotu do „ normalnoƛci” dla siostry oraz wszystkich siĂłstr jĂłzefitek,
które musiaƂy zmierzyć się z koronawirusem.

PANI ANNA CYGAN– mieszkanka Domu Pogodnej Jesieni
(mieszkająca w nim od 20 lat)
Pani Aniu, skoƄczyƂa pani niedawno 90 lat, jest pani w bardzo dobrej formie fizycznej, uczestniczy pani w
zajęciach rehabilitacji i terapii zajęciowej, w weekendy odwiedza pani swoją chorą siostrę i jej pomaga
a
tutaj nagle trzeba się byƂo zamknąć w pokoju. Co pani czuƂa przez ten czas, odcięta od ludzi i od rodziny.
Sytuacja byƂa bardzo przykra, ale niestety prawdziwa. Smutek byƂ ogromny, nigdzie nie moĆŒna byƂo wyjƛć.
Bardzo brakowaƂo wyjƛcia do kaplicy i moĆŒliwoƛci uczestniczenia we Mszy Úw. Tylko cztery ƛciany pokoju i
personel, ktĂłrego nie moĆŒna byƂo poznać, bo wszyscy mieli kombinezony. Czasami w zamknięciu myƛlaƂam, ĆŒe
to wszystko gorsze jest jak wojna.
Co byƂo najtrudniejsze w tej caƂej sytuacji i co wtedy pomagaƂo.
Największa byƂa tęsknota za siostrą, którą odwiedzaƂam co tydzieƄ. Jedynie rozmowa telefoniczna z tymi, którzy
się nią opiekowali dodawaƂa choć trochę otuchy. Najtrudniejsze byƂo przebywanie w pokoju i myƛl czy w ogóle
się z niego wyjdzie. Modlitwa pomagaƂa, bez niej czƂowiek by tego nie przetrzymaƂ.
Taka aktywna osoba jak Pani czym sobie urozmaicaƂa dzieƄ?
Kolorowanie kolorowanek pomagaƂo w tym trudnym czasie. Tyle moĆŒna byƂo tylko robić.
Pani Aniu czego Pani brakowaƂo, ale tak najbardziej?
Najbardziej brakowaƂo kontaktu z drugim czƂowiekiem, przez te maski i kombinezony nie moĆŒna byƂo zobaczyć
uƛmiechu, którym zawsze nas personel obdarza.
Czy byƂ moment strachu?
Nie baƂam się. Nie myƛlaƂam o strachu, bomby na gƂowę nie leciaƂy, tutaj w pokoju czuƂam się bezpiecznie.
CzekaƂam tylko kiedy to wszystko się skoƄczy. Nie myƛlaƂam o zaraĆŒeniu, chociaĆŒ jak do szpitala pojechaƂa moja
sąsiadka z pokoju obok z którą się bardzo lubimy to byƂ ogromny smutek w sercu.
Teraz na szczęƛcie Dom powoli wraca do w miarę normalnego funkcjonowania, obostrzenia zostaƂy, ale
wróciƂy zajęcia, które pani lubi. Jest weselej?
Teraz jest juĆŒ miƂo. MoĆŒna wyjƛć do ogrodu, są ćwiczenia i zajęcia terapii, ƛpiewamy, ƛmiejemy się,
rozmawiamy, chociaĆŒ kaĆŒdy ma maseczkę, to nie przeszkadza, bo przynajmniej widzimy się z innymi ludĆșmi. Nie
wspominamy wirusa, mamy nadzieję, ĆŒe najgorsze juĆŒ za nami.
Dziękuję serdecznie za rozmowę i ĆŒyczę duĆŒo zdrowia.

S. M. ANTONIA PIEKARZ CSSJ – przeƂoĆŒona prowincjalna Zgromadzenia SiĂłstr ƛw. JĂłzefa,organ
prowadzący DPJ
(pracująca w trybie koszarowym w dniach 20.06.2020 r – 09.08.2020 r)
PrzyjechaƂa siostra do Domu Pogodnej Jesieni aby zastąpić siostrę dyrektor, która otrzymaƂa wynik
pozytywny i musiaƂa udać się do szpitala. DoƂączyƂa siostra do zespoƂu, w ktĂłrym pracowaƂ juĆŒ doƛwiadczony
ratownik medyczny starający się opanować sytuację. Co siostra zastaƂa na „placu boju” i jak wyglądaƂa
wspólna organizacja zarządzania?
Pierwsze, co zobaczyƂam to czekającego na mnie i uƛmiechniętego p. PawƂa – ratownika medycznego – ktĂłrego
do tej pory znaƂam tylko z gƂosu w telefonie. W tym trudnym czasie wielkiego napięcia i niepokoju, w sytuacji,
gdy Dom Pogodnej Jesieni opuƛcili ostatni zaraĆŒeni i oczekiwania czy będą kolejne osoby – ten uƛmiech niĂłsƂ
wiele pokoju! Drugie, co zastaƂam po przekroczeniu progu domu, to ƛliskie od ƛrodków dezynfekcyjnych podƂogi
– chyba kaĆŒdy kto wchodziƂ musiaƂ wczeƛniej czy pĂłĆșniej „dotknąć” ziemi, bardziej lub mniej boleƛnie . I wiesz,
paradoksalnie jest to dla mnie pewna symbolika tego czasu epidemii. Do walki z takim wrogiem: niewidzialnym
i maƂo znanym jak Covid 19 potrzeba pokory! Nie da się do niego podejƛć z gotowymi rozwiązaniami, wiedzą,
doƛwiadczeniem, pewnoƛcią siebie, bo moĆŒna „pogruchotać koƛci”, ale trzeba roztropnoƛci i uwaĆŒnej
obserwacji, aby spostrzec, a nawet próbować uprzedzić kolejne jego dziaƂanie! Trzecie, co zobaczyƂam to
ƛwietnie zorganizowany zespóƂ pod kierunkiem p. PawƂa! ByƂam bardzo pozytywnie zaskoczona biorąc pod
uwagę, ĆŒe w zdecydowanej większoƛci byƂy to osoby o zupeƂnie innym profilu zawodowym, nie mające do tej
pory kontaktu z pracą w DPS i nie znający siebie wzajemnie. Przebywali w Domu od zaledwie kilku dni a juĆŒ
poznali mieszkaƄcĂłw, analizowali wspĂłlnie ich stan zdrowia i potrzeby, spieszyli na kaĆŒde ich wezwanie w dzieƄ
i w nocy. PeƂnili 12, 24 a nawet i zdarzaƂo się 36 godzinne dyĆŒury, gdy osƂabƂ ktĂłryƛ z czƂonkĂłw zespoƂu i
potrzebowaƂ więcej odpoczynku, ofiarni i peƂni poƛwięcenia, wspierający się wzajemnie w kaĆŒdej czynnoƛci.
Trudno to wyrazić sƂowami
Czwarte to hm
 Dom nie przypominaƂ tego Domu, który odwiedzaƂam wczeƛniej z
piękną estetyką wnętrz, ale naprawdę staƂ się polem walki! Wiele rzeczy czy mebli zmieniƂo swoje miejsce,
wszystko zlane ƛrodkami dezynfekcyjnymi, z foli i taƛm porobione ƛluzy w ƛwieĆŒo remontowanych pokojach. Ze
względu na maƂą iloƛć osĂłb pracującego zespoƂu musieli tak zorganizować pomieszczenia, ĆŒeby maksymalnie
uƂatwić sobie dostęp do wszystkich koniecznych do obsƂugi i pielęgnacji mieszkaƄcĂłw, rzeczy oraz odzieĆŒy i
ƛrodków ochronnych
P. PaweƂ wraz z zespoƂem perfekcyjnie zorganizowali w tych ekstremalnych warunkach
pracę i na porannych i wieczornych odprawach dokƂadnie analizowali przebieg dziaƂaƄ i tworzyli strategię.
UczyƂam się od nich, sama gƂównie zajmując się administracją i codziennym raportowaniem sytuacji do rĂłĆŒnych
instytucji. UzupeƂnialiƛmy się w zarządzaniu z p. PawƂem i z czasem zaczęliƛmy się wg potrzeb zastępować.
Liczba zaraĆŒonych siĂłstr wzrastaƂa czy obawiaƂa się siostra o siebie?
O siebie: nie, w koƄcu kaĆŒdy wƂos na mojej gƂowie jest policzony jak mĂłwi Pismo Úwięte i BĂłg czuwa nade mną
w kaĆŒdej sytuacji . BraƂam pod uwagę taką moĆŒliwoƛć, więc musiaƂam mimo wszystko opracować pewne
strategie dziaƂania i szukaƂam kogoƛ na zastępstwo. Bardziej czuƂam obawę i niepokĂłj o zespóƂ, gdyĆŒ z kaĆŒdym
dniem byƂo widać coraz większe zmęczenie.
W swojej pracy jest siostra przyzwyczajona do natƂoku obowiązków i szybkiego podejmowania decyzji. Czy
tutaj w DPJ byƂ moment zwątpienia, braku siƂ
?
Zwątpienia? Nie! Braku siƂ? Tak! Nie kryję, ĆŒe towarzyszyƂo mi duĆŒe napięcie związane nie tylko z sytuacją
epidemii, ale rĂłwnieĆŒ odpowiedzialnoƛcią za placĂłwkę, w ktĂłrej nigdy nie pracowaƂam – bywaƂam tu goƛcinnie.
Wszystkiego musiaƂam się uczyć, zarĂłwno od strony administracji, ale rĂłwnieĆŒ i funkcjonowania Domu,
poznania mieszkaƄcĂłw, pracownikĂłw. ZaczęƂam – nie da się ukryć – w trybie ekstremalnym tę lekcje ĆŒyciową.
KaĆŒdego dnia wieczorem byƂam bardzo zmęczona, maƂo snu, duĆŒo pracy
 i wdzięcznoƛci Bogu, ĆŒe kolejny
trudny, ale i dobry dzieƄ za nami. Dobry, bo w tych ekstremalnych warunkach dobroć emanowaƂa z kaĆŒdej
osoby w pracującym zespole i z mieszkaƄcĂłw. Dobry, bo kaĆŒdego dnia docieraƂy do nas informacje z zewnątrz o
modlitwie w naszej intencji i sƂowa wsparcia oraz doƛwiadczaliƛmy ogromnego obdarowania w ƛrodki
niezbędne do codziennego funkcjonowania! I rĂłwnoczeƛnie kaĆŒdy dzieƄ niĂłsƂ z sobą jakieƛ wyzwania! Nie byƂo
czasu na dƂuĆŒszą modlitwę i rozeznawanie
 to byƂa dla mnie szkoƂa ufnoƛci! PowtarzaƂam tylko „Jezu ufam
Tobie!”. Decyzje trzeba byƂo podejmować szybko a nie moĆŒna byƂo bazować na jakimƛ wczeƛniejszym
doƛwiadczeniu, bo go nie byƂo!… to jak chodzenie po wodzie do ktĂłrego Jezus zaprosiƂ Piotra, i sƂuchaƂam z
caƂej siƂy sƂów „Nie bĂłj się”! BĂłg daƂ mi odwagę i moc by nie zwątpić! Ale teĆŒ nie kryję, ĆŒe miaƂam kryzys: mocny
bunt i zƂoƛć, gdy kolejne wyniki wymazĂłw naszych siĂłstr okazywaƂy się pozytywne i przeĆŒywaƂam kolejne dni ich
izolacji, cierpienia, samotnoƛci, bezradnoƛci
 to doƛwiadczenie mojej bezsilnoƛci znowu ukierunkowywaƂo
mnie na Boga! Ufać to walczyć!!! Ɓatwo jest mówić „Jezu ufam Tobie” gdy wszystko się ukƂada po mojej myƛli
tylko czy wtedy to jest ufnoƛć?! W tym momencie walki z trudną rzeczywistoƛcią epidemii te sƂowa modlitwy
nie brzmiaƂy juĆŒ dla mnie tak sƂodko i kojąco, ale byƂy peƂne determinacji i zmagania! PoczuƂam, ĆŒe potrzeba
męstwa i odwagi, ĆŒeby je wypowiedzieć! I w tym momencie musze zaprzeczyć temu co powiedziaƂam na
początku! Bóg daƂ mi siƂę!!! On trzyma mnie mocno za rękę i powtarza „Nie bój się”! DaƂ i daje mi mnóstwo
znaków na potwierdzenie swej OBECNOƚCI i DZIAƁANIA!
Kiedy zagroĆŒenie juĆŒ zostaƂo opanowane, moĆŒna byƂo zacząć powrĂłt do „normalnoƛci”. MieszkaƄcy DPJ to
starsze osoby, jak wedƂug siostry poradzili sobie z kolejną zmianą, tym razem na lepsze, ale jednak

maseczki, rękawiczki, to nie byƂa juĆŒ ta sama rzeczywistoƛć, ktĂłrą znali sprzed pandemii
 byli chętni do
wspóƂpracy?
O tak, maseczki to drobnostka w porównaniu z kilkumiesięczną izolacją! To byƂ piękny moment gdy początkiem
lipca zaczęliƛmy mieszkaƄcĂłw wyprowadzać na podwĂłrko: ƛwieĆŒe powietrze, przestrzeƄ, piękna przyroda i
obok ludzkie twarze – to nic ĆŒe w maseczkach , moĆŒliwoƛć rozmowy, ƛpiew, gimnastyka i wspĂłlna modlitwa!!!
Radoƛć i wdzięcznoƛć bijąca z oczu mieszkaƄcĂłw sprawia, ĆŒe zapomina się o tym co byƂo trudne! W ĆŒyciu
największe szczęƛcie dają relacje: z Bogiem i drugim czƂowiekiem!
ZostawiƂa siostra w Tarnowie swoje obowiązki i przyjechaƂa do Tuchowa aby wziąć udziaƂ w wielkiej walce,
dziękujemy i ĆŒyczymy duĆŒo siƂy i pogody ducha.

S. ALFONSA GRYBEL– jedna z pierwszych ozdrowieƄców wƛród sióstr józefitek, pracownik socjalny w
Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie.
(pracująca do uzyskania pozytywnych wyników testów na Covid 19 dn. 16.06.2020 r)
Sytuacja, w której siostra się znalazƂa byƂa czymƛ zupeƂnie nowym. PracowaƂa siostra w największym ognisku
wirusa, starając się pomóc. Trzeba byƂo nauczyć się funkcjonować w tej „koronawirusowej” rzeczywistoƛci.
Czy pomyƛlaƂa wtedy siostra, ĆŒe będzie zaraĆŒona ?Czy odsuwaƂa siostra te myƛli daleko od siebie?
ByƂam ƛwiadoma, ĆŒe oczywiƛcie mogę być zaraĆŒona bo jakĆŒe..? Ale mnie to nie paraliĆŒowaƂo. MiaƂam w sobie
taką wolnoƛć i pewnoƛć, ĆŒe nic się nie stanie bez Woli BoĆŒej, tak jak wszystko w naszym ĆŒyciu. Mając tego
ƛwiadomoƛć z pokojem ducha przyjmuję rĂłĆŒne doƛwiadczenia
wƂasne i bliskich. Bardziej przeĆŒywaƂam to, ĆŒe
nagle z takiej obfitoƛci duchowej jaką mamy w codziennym ĆŒyciu zakonnym trzeba byƂo przejƛć na „duchowy
post”. To byƂo na prawdę bardzo trudne. Sytuacja w jakiej się znalazƂyƛmy spowodowaƂa, ĆŒe nie byƂo juĆŒ wiele
czasu na modlitwę, nie byƂo Mszy ƚwiętej, adoracji
Tak, to byƂ prawdziwy brak. Realizując w „normalnoƛci”
dewizę naszego Zgromadzenia „Serce przy Bogu, ręce przy pracy” pomimo obowiązków zawodowych (
planowanych i spontanicznych) musiaƂ znaleĆșć się czas i siƂy na modlitwę, jakĆŒe niezbędną do funkcjonowania.
Sytuacja epidemiologiczna uƛwiadomiƂa, ĆŒe moĆŒna caƂkowicie poƛwięcić się pracy nawet, gdy tak jak w tym
miejscu jest ona bezpoƛrednią sƂuĆŒbą czƂowiekowi, ale pod warunkiem, ĆŒe nie nastąpi wycieƄczenie duchowe.
Co siostra poczuƂa i pomyƛlaƂa, gdy wynik okazaƂ się pozytywny.
ByƂam przede wszystkim zaskoczona, gdyĆŒ nie widziaƂam u siebie jakiƛ większych objawĂłw. No, ale skoro podali
taki wynik to uwierzyƂam, ĆŒe tak jest i stwierdziƂam, ĆŒe najlepiej w tej sytuacji zaufać Bogu..
ChciaƂa siostra pomagać, trwać przy mieszkaƄcach Domu Pogodnej Jesieni a tutaj trzeba byƂo się spakować i
opuƛcić dom. Czy pojawiƂo się pytanie” Dlaczego ja?”
Ten moment byƂ nieco trudniejszy
 Nigdy wczeƛnie nie wyobraĆŒaƂam sobie takiej moĆŒliwoƛci, ĆŒe wszystkie
siostry i niemal caƂy personel ƛwiecki Domu Pogodnej Jesieni opuszcza nagle placówkę, a w to miejsce wchodzą
inne osoby, które nie wiedzą jak to na co dzieƄ funkcjonuje.. nie znają podopiecznych.. nie znają nawet
topografii Domu i mają sobie poradzić
 W tym momencie czuƂam się jak w zawierusze wojennej. Trzeba
zostawić wszystko i odejƛć ufając, ĆŒe Opatrznoƛć BoĆŒa nad wszystkim czuwa. Nie pytaƂam „dlaczego ja”.
MyƛlaƂam, ĆŒe angaĆŒując się bezpoƛrednio w pracę na oddziale najpierw w zapobiegawczym systemie
koszarowym, a następnie w czasie zaraĆŒenia pozostanę tu do zakoƄczenia walki z epidemią.
Ile czasu siostra spędziƂa w szpitalu? czy dotknęƂy siostrę typowe objawy? Jak wyglądaƂ dzieƄ kogoƛ z
dodatnim wynikiem na COVID 19?
W szpitalu byƂam dokƂadnie dwa tygodnie. Choć jak wyjeĆŒdĆŒaƂam z domu to nie wiedziaƂam dokąd jadę.
DostaƂam tylko informację, ĆŒe pojedziemy na konsultację lekarską do Krakowa i tam zapadnie decyzja co dalej.
Ć»e trzeba się spakować na dƂuĆŒszy czas, bo pobyt poza domem moĆŒe trwać nawet do 6 tygodni
! ByƂam chyba
w najlepszej sytuacji bo wƂaƛnie przed wystąpieniem tego „kataklizmu” miaƂam pojechać na urlop i bagaĆŒ byƂ
gotowy. Poza tym byƂyƛmy z drugiej grupy zakaĆŒonych więc miaƂyƛmy juĆŒ jakieƛ informacje. Natomiast siostry z
pierwszej grupy zakaĆŒonych nie wiedziaƂy jak to będzie? Stąd ich bagaĆŒe posiadaƂy spore braki. Gdy
wyjeĆŒdĆŒaƂam z Domu mĂłj stan wg mnie nie byƂ jakiƛ ciÄ™ĆŒki. Objawy podobne do zwykƂej grypy, ale jednak w
szpitalu się nasiliƂy i w sumie stwierdziƂam, ĆŒe hospitalizacja byƂa opatrznoƛciowa. W szpitalu byƂam w jednej sali
z jeszcze jedną siostrą z tuchowskiej wspólnoty- s.Benedettą. Codziennie wstawaƂyƛmy przed 6.00 rano i
korzystając z moĆŒliwoƛci technicznych uczestniczyƂyƛmy we Mszy ƛw. z Jasnej GĂłry. Inne modlitwy czasem
odmawiaƂyƛmy wspólnie, częƛciej indywidualnie. Poza tym dostosowywaƂyƛmy się do poleceƄ personelu
szpitalnego. W ciągu dnia często zaƂatwiaƂam waĆŒne i konieczne telefony (i to byƂ mĂłj wkƂad w pomoc tym,
ktĂłrzy walczyli w Domu Pogodnej Jesieni).
NajciÄ™ĆŒsza chwila w przeciągu ostatniego miesiąca to
..?
NajciÄ™ĆŒsza chwila to dzieƄ Uroczystoƛci Najƛwiętszego Serca Pana Jezusa. To byƂ Piątek po oktawie BoĆŒego
CiaƂa. Od ƛrody przebywaƂam juĆŒ w szpitalu. Tego dnia pod kroplĂłwką, pod tlenem.. w gorączce. Ale nie
choroba byƂa dla mnie najtrudniejsza
 Najtrudniejszy byƂ gƂód Boga
Oczywiƛcie „uczestniczyƂam” we Mszy ƛw.
przez YouTobe
.ale niestety leĆŒÄ…c w szpitalnym Ć‚ĂłĆŒku
niemoc i bezradnoƛć uczyƂy empatii rĂłwnoczeƛnie
stawiając nowe wymagania. Tego dnia chyba po raz pierwszy w ĆŒyciu przeĆŒyƂam dobrze komunię duchową

Jak choroba wpƂynęƂa na siostrę, czy skƂoniƂa do jakiƛ refleksji.
I choroba i caƂa pandemia daƂa i daje mi duĆŒo powodĂłw do gƂębokiej refleksji. Przede wszystkim, ĆŒe wszystko w
ĆŒyciu jest Ƃaską i, ĆŒe nic nam się nie naleĆŒy a wszystko jest darem MiƂoƛci MiƂosiernej. Ć»e w kaĆŒdej sytuacji
jesteƛmy dla Boga bardzo waĆŒni i, ĆŒe On nawet jak doƛwiadcza to kocha. UƛwiadomiƂam sobie teĆŒ kolejny raz jak
cennym darem jest wiara i jak bardzo trzeba ją pielęgnować.
Dziękuję bardzo za rozmowę i ĆŒyczę wszystkiego dobrego, w tym jeszcze trudnym czasie.

BRAT MATEUSZ KUBALICA – kleryk II roku WyĆŒszego Seminarium Duchownego w Tarnowie
(posƂugujący jako wolontariusz dniach 13.07-19.07.2020 r.)
Bracie, w jaki sposĂłb dowiedziaƂeƛ się, ĆŒe w Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie potrzebni są w dalszym ciągu
wolontariusze i jak wyglądaƂo podjęcie decyzji o przyjeĆșdzie do placĂłwki?
Na jednym z ostatnich wspólnych spotkaƄ z Księdzem Rektorem Jackiem Soprychem w naszym Seminarium
dowiedziaƂem się, ĆŒe jest w dalszym ciągu potrzebna pomoc w Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie. Ksiądz
Rektor zachęciƂ nas, ĆŒebyƛmy się zaangaĆŒowali w miarę moĆŒliwoƛci. Na początku zastanawiaƂem się, czy
faktycznie się zgƂosić do pomocy, ale doszedƂem do wniosku, ĆŒe zapiszę się na listę wolontariuszy, tym bardziej,
ĆŒe w te wakacje nie szykowaƂo mi się wiele obowiązkĂłw. Zaraz po spotkaniu z Księdzem Rektorem poszedƂem i
zapisaƂem się do pomocy i następnie czekaƂem na wiadomoƛć, kiedy mam przyjechać do Tuchowa.
ByƂeƛ przygotowany na tę formę pracy jakiej się podjąƂeƛ?
Szczerze mówiąc, to nie byƂem przygotowany na taką formę pracy. Raczej nastawiaƂem się na pomoc
gospodarczą, czy coƛ w tym rodzaju. Podobnie miaƂ mój kolega rocznikowy Kamil, bo razem pojechaliƛmy z
takim nastawieniem. O tym, co dokƂadnie miaƂem robić dowiedziaƂem się na miejscu.
Opieka i pielęgnacja osĂłb starszych to nie taka Ƃatwa sprawa, czy byƂo ciÄ™ĆŒko się przeƂamać?
MusiaƂem się przeƂamać do takiego trybu pracy, bo wczeƛniej w ogóle nie miaƂem stycznoƛci z opieką i
pielęgnacją osób starszych, a przynajmniej nie w takim wymiarze. Jednak dzięki pomocy sióstr Józefitek i osób
pracujących w Domu Pogodnej Jesieni przeƂamaƂem się w miarę szybko i dobre nastawienie do takiej pracy
zostaƂo na caƂy tydzieƄ. Dodatkowo wymienialiƛmy się z Kamilem doƛwiadczeniem danego dnia i to rĂłwnieĆŒ
pomagaƂo mi iƛć do przodu, pomagając sobie nawzajem.
Jakie uczucia towarzyszyƂy Bratu podczas pracy w Domu Pogodnej Jesieni?
Myƛlę, ĆŒe na początku trochę się stresowaƂem, bo nie wiedziaƂem, jak się zabrać za najprostszą pomoc w
przebieraniu danej osoby. Z czasem nabieraƂem odwagi, czy większej ƛmiaƂoƛci do pomocy przy pielęgnacji,
karmieniu czy kąpaniu. ZacząƂem bardziej poznawać osoby przebywające w Domu Pogodnej Jesieni i cieszyƂem
się, ĆŒe mogƂem w ten sposĂłb pomagać, czy po prostu być z tymi osobami, choćby nawet po to, ĆŒeby trochę
poĆŒartować, wysƂuchać czy porozmawiać, tak po prostu. Nie mniej radoƛci byƂo z samą ekipą na dyĆŒurze, bo
dobre nastawienie i ĆŒyczliwoƛć to moim zdaniem podstawa.
Czy wyniósƂ Brat jakieƛ doƛwiadczenie z tej siedmiodniowej posƂugi? W jaki sposób praca z osobami starszymi
oraz personelem wypƂynęƂa na Brata?
WyniosƂem ogromne doƛwiadczenie z tej posƂugi. Praktycznie z zerowej stycznoƛci z taką pomocą od
pierwszego dnia zacząƂem pomagać, ĆŒe tak powiem na powaĆŒnie. StaraƂem się zaangaĆŒować maksymalnie w to,
co robię i pewne czynnoƛci wykonywaƂem juĆŒ samodzielnie po kilku dniach. Osoby, ktĂłrym pomagaƂem byƂy
bardzo wdzięczne, za kaĆŒdą pomoc. ByƂo sporo radoƛci przy odwiedzinach w danym pokoju. Ja rĂłwnieĆŒ mogƂem
liczyć na pomoc z ich strony, bo podpowiadaƂy mi, co i jak, choćby nawet przy wyborze ciuchów na dany dzieƄ.
Personel, jak juĆŒ wspominaƂem byƂ bardzo pomocny, bo bez tego na pewno bym sobie nie poradziƂ. Domyƛlam
się teĆŒ, ĆŒe musieli być mocno cierpliwi na początku, gdy wszystko musieli wytƂumaczyć. Jednak sama atmosfera
zarĂłwno z personelem, jak i z osobami starszymi sprawiaƂy, ĆŒe nie odczuwaƂem zbytnio tych 12 godzin posƂugi
w danym dniu. Myƛlę, ĆŒe te siedem dni moĆŒe zaprocentować na przyszƂoƛć, bo dzięki tej posƂudze wiem, jak się
zachować przy pomocy osobom starszym w codziennoƛci. Bardzo się cieszę, ĆŒe mogƂem być w Domu Pogodnej
Jesieni i pomĂłc w ten sposĂłb, mimo, ĆŒe byƂem nastawiony na totalnie inną pracę. Myƛlę, ĆŒe Pan BĂłg w ten
sposĂłb uczy mnie pokory i przyjmowania danej sytuacji niezaleĆŒnie od moich planĂłw.
Dziękuję bardzo za rozmowę, ĆŒyczę pogody ducha i wytrwaƂoƛci w powoƂaniu.

Jedną z cenniejszych rzeczy, jakie moĆŒna ofiarować drugiemu czƂowiekowi jest czas. Serdeczny uƛmiech i
uƛcisk dƂoni leczą często lepiej niĆŒ lekarstwa. Bez Was – wolontariuszy i pracownikĂłw, ktĂłrzy sami zgƂosiliƛcie
się do Domu Pogodnej Jesieni w tej jakĆŒe ciÄ™ĆŒkiej sytuacji trudno sobie wyobrazić jego funkcjonowanie.
Wasza praca jest nieoceniona. Dziękujemy za kaĆŒdy dzieƄ, za kaĆŒde dobre sƂowo i wielkie zaangaĆŒowanie.
 

Z OSOBAMI ROZMAWIAƁA:
PAULINA KORDELA – terapeuta zajęciowy w Domu Pogodnej Jesieni w Tuchowie